poniedziałek, 7 lipca 2014

Zapamiętywanie znaków metodą Heisiga

Nie pisałem na tym blogu od momentu skończenia nauki z książką Assimil Chinese. Znaki szybko ulatywały z pamięci, podstawy gramatyki i słuchania na które trzeba było poświęcić prawie pół roku nic prócz zupełnych podstaw nic nie dawały. Brak jakiegokolwiek zrozumienia tekstu pisanego, kompletne niezrozumienie czegokolwiek z języka mówionego. Wydawało się, że nauka chińskiego to był zły pomysł sam język zbyt trudny a moje umiejętności mimo zacięcia do samokształcenia zbyt małe. Mimo nauki stylem akademickim z podręczników wykorzystywanych na sinologii wiedza była niepewna, konstrukcja chwiejna a kolejne tygodnie wcale jej nie wzmacniały.


Teraz odświeżając tego bloga znalazłem jakiś wpis z zimy 2013 gdzie pisałem: "Na jakimś innym blogu o chińskim, dużo bardziej profesjonalnym i rozbudowanym znalazłem radę co do nauki znaków z podręcznika, który uczy jedynie znaczenia i pamiętania znaków. Spróbuję po Assimilu zasymilować te 1500znaków które zawiera 1 tom. Nóż widelec to dobra rada?". Zacząłem tą metodą uczyć się w połowie maja. Na początku opornie - długie historie po angielsku, sporo całkowicie nowych znaków każdego dnia. Szło mozolnie ale pod koniec maja kilkadziesiąt znaków było już za mną - kolejne 1400 przede mną. Wizja niezbyt optymistyczna ale co tam - sesja egzaminacyjna za pasem, więc uczę się dalej : -D
Nauka szła coraz lepiej, bo każde kolejne znaki składały się minimum z jednego poznanego już wcześniej. Skojarzenie, wymyślenie historyjki i zapamiętanie stawało się szybsze i łatwiejsze. Kreatywność w składaniu historyjek i przyswajaniu mnemotechniką tak szybko wzrastała, że doszedłem do momentu poznawania 30-40 znaków dziennie. Do tego fiszki z AnkiDroid pomagały w niezapominaniu już nauczonych. Połowa czerwca - sesja w pełnej krasie, kilka pokaźnych egzaminów a ja ciacham po 70 nowych znaków dziennie. Każdy ma swoją hisotyjke, miejsce w fiszkach, każdy jest kilka razy napisany w brudnopisie. 
Dzięki takiemu rozruszaniu umysłu egzaminy poszły tak, że wrzesień mam wolny na naukę kolejnych znaków albo już gramatyki :D Wskaźnik zapamiętywania w AnkiDroid ciągle rosną dla przykładu po nauczeniu się 100 nowych znaków na początku lipca, następnego dnia w pamięci zostało ich 95 (!) - są oczywiście wyjątki, których zapamiętanie zajmuje kilka dni - na przykład znak, który oznacza glebę:


Jednak niezaprzeczalnie ogromna korzyść z mnemotechniki jest spowodowana tym, że te 95% będzie zmieniać się w 100% a znaki przypominane będą stopniowo przechodzić do pamięci długotrwałej. 
Zaczynając przygodę z chińskim i słysząc o trzech tysiącach znaków, których to znajomość jest niezbędna do zaczęcia nauki gramatyki, czytania i pisania, oczy wychodziły mi z orbit. Wkuwanie na pamięć odbywało się na siłę z równoczesnym wyparciem faktu, że to metoda bezsensowna. Po dwóch miesiącach nauki metodą pana Heisiga do magicznego progu 1500 brakuje mi 150 znaków co jest kwestią dwóch dni. Z nauki czerpie się przyjemność, bo znając znaki podstawowe odkrywa się piękno znaków złożonych typu seks ; -)
Serce + życie (życie to kropla + rosnąć)
Zdania w artykułach z gazet często odkrywają już swój ogólny sens a to dopiero początek. W planach na wakacje jest nauka kolejnych piętnastu setek znaków co umożliwia zrozumienie ponad 99% tekstu w gazecie. Każdy, kto chciałby czytać sobie newsy albo opanować podstawy chińskiego i przeglądać sobie newsy na http://www.cntv.cn/index.shtml  bez zmieniania na angielski może spróbować (ewentualnie zamienić chiński na inny język ale zabawa jest już mniejsza :) Mnie kosztowało to dwie godziny dziennie przez dwa miesiące. Myślę, że to nie jest czas stracony - tyle samo można poświęcać na przeglądanie facebooka. 1500 znaków+ 238 znaków podstawowych wygląda tak:

Następne wpisy już konkretnie o trudnych/śmiesznych znaczkach, bo w końcu to blog do automotywowania.

Pozdro dla tych, którzy lubią >ćwiczyć pamięć< ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Moje zdjęcie
Computer Geek, Austrian School of Economy preacher, Praxeology user.