Po sprawdzeniu znajomości znaków poprzez zapisanie angielskiego lub polskiego odpowiednika przy chińskim znaku wynik jest następujący - 167 znaków wymaga douczenia tj. nie mogłem przypomnieć sobie co znaczą, pomyliłem definicje albo pomyliłem je z innym znakiem. Co ciekawe spory z tych znaków po sprawdzeniu w zeszycie nie ma swoich historyjek mnemotechnicznych. To by tłumaczyło ich nagminne zapominanie, po prostu są to znaki, które ukradkiem przechodziły mi ciągle w ankidroid bez zorientowania się, że wkuwam na pamięć a wiadomo jak kończy się kucie na blachę - blacha rdzewieje (dlatego trzeba wbijać par cœur - czyli przez serce :P ). Jeśli założyć, że początek nauki to 16 maja do 10 lipca albo <mach> do 16 lipca to wychodzą mi 2 miesiące! Tysiąc pięćset znaków z poziomem zapamiętania wynoszącym 88,87% przez 8 tygodni. Uważam, że to ekstra wynik. Przyznać trzeba też, że trochę znaków znałem już z Assimila i 3 lekcje zrobiłem chyba dawno temu w styczniu czy coś ale nawet jeśli założyć, że nie znam i wcześniej już znałem 20% znaków to wynik jest mega. Chwalę tak jak mówiłem tę metodę.
Zamieszczam foteczkę remanentu pamięciowego:
Czas na tom drugi i nieznane tajemnice tomu pierwszego.
Remembering Simplified Hanzi: Book 1, How Not to Forget the Meaning and Writing of Chinese Characters
Polecam.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz